|
Postanowiłem, że nie pojadę do Szczyrku kończyć rozpoczętego, drugiego etapu kursu.
Przez zimę miałem dość czasu na przemyślenia i kalkulacje. Względy ekonomiczne jak i praktyczne
sprawiły,
że postanowiłem poszukać szkoły latania gdzieś bliżej Siedlec. Mój wybór padł na Przasnysz, gdzie na
miejscowym lotnisku aeroklubowym prowadzą kursy, Wojtek i Agata. Do Przasnysza mam tylko 150 km. i będę
mógł tam jeździć na soboty i niedziele.
Adres szkoły Wojtka i Agaty znalazłem w sieci i w czerwcu
zacząłem od nowa, drugi etap kursu.
|
|
|
W Przasnyszu starty odbywają się z holu. Pierwszy start z holu odbyłem w tandemie.
Paralotnię pilotowała Agata, a ja podczepiony jako kursant-pasażer. Start poszedł gładko. Po kilku
minutach byliśmy już ponad 300 metrów w nad lotniskem. Tu Agata oddała mi sterówki. Zwróciłem w kierunku
startu i po krótkim locie wylądowaliśmy. Następne starty odbywałem już samodzielnie.
|

Start z holu w tandemie
|

Start z holu
|
|
|
Jaka to wygoda w porównaniu z nauką w górach, gdzie po każdym zlocie, trzeba było z
całym sprzętem wejść na górę aby znów móc wystartować. Starty z holu nie sprawiały mi trudności. W każdą
sobotę
i niedzielę doskonaliłem swoje umiejętności w lotach nad lotniskiem w Przasnyszu.
|
|
|
Mimo ukończenia kursu zdawałem sobie sprawę, że umiejętności jakie zdobyłem są
zaledwie wystarczające i aby poczuć się prawdziwym pilotem, będę musiał jeszcze wiele się nauczyć.
Znowu minęła nielotna zima. Z wiosną przyszedł nowy pomysł. Postanowiłem zapisać się na kurs
bezpieczeństwa, który na przełomie kwietnia
i maja organizowała szkoła Wojtka i Agaty. Na czym polega kurs bezpieczeństwa, wtajemniczeni
wiedzą doskonale.
|

Nasza grupa
|
..
Okolice Tolmin - Słowenia
|
|
**
|
|
Nie wtajemniczonym powiem tyle, że zabawa polega
na wleceniu nad taflę alpejskiego jeziora
i na wysokości około 1000m. świadome spowodowanie niebezpiecznego stanu lotu przez zdeformowanie
skrzydła. Na skutek zamierzonego działania pilota paralotnia może wpaść w korkociąg, zacząć spadać, lub
złożyć się, czyli ogólnie rzecz biorąc, stracić swe własności lotne. Spadać wolno było do wysokości 300
metrów nad taflę wody. Jeśli w tym czasie nie udało się wyprowadzić skrzydła do bezpiecznego stanu lotu
trzeba było rzucić pakę (spadochron zapasowy) i wylądować w wodzie, gdzie czekała motorówka.
|
|
|
|
|
Chyba tylko Morsy zimowi pływacy, którzy w każdy nowy rok kąpią się w zimnej wodzie
Bałtyku, potrafili by docenić przyjemność kąpieli w dopiero rozmarzniętym, wysokogórskim jeziorze,
dlatego każdy jak mógł starał się wyplątać ze sprowokowanej wcześniej kabały do zadanych 300 metrów, aby
nie usłyszeć przez radio komendy PAKA! PAKA! PAKA!
|
|
Tu muszę pochwalić dobrą organizację szkolenia
i panujący doskonały nastrój wśród uczestników. Agata
i Wojtek starali się abyśmy mogli latać w różnych warunkach i wielu miejscach. Niezapomnianych
wrażeń dostarczył mi lot niedaleko miejscowości Tolmin w Słowenii. Zaraz po starcie okazało się,
że jest bardzo silna termika. Nosiło do 8m/sek,
a duszenia bywały takie, że skrzydło rękami nad głową trzeba było trzymać J. Latało się wspaniale, a widoków jakie
roztaczały się w dole i dookoła nigdy nie zapomnę.
|

JJJ
|

Osiachersee
|
|
Zupełnie inne były loty we Włoszech w okolicy miejscowości Meduno. Tu lataliśmy
lotem żaglowym blisko zbocza góry w dość laminarnie płynącym powietrzu. Warunków do lotów
termicznych nie było, bo pogoda była pochmurna. Można było latać praktycznie cały dzień bez
lądowania. Ja po 2,5 godzinach latania wzdłuż zbocza, trochę zmęczony poleciałem na lądowisko.
|

Alpy
|

Nad Alpami
|

Wieczorny zlot
|
|
Udało mi się szczęśliwie ukończyć wszystkie etapy szkolenia i zdać wymagane
egzaminy przed komisją Urzędu Lotnictwa Cywilnego. Skompletowałem już sprzęt i chyba mogę o sobie
powiedzieć, że jestem pilotem paralotniowym, a mimo to zdaję sobie sprawę, że jeszcze wiele muszę
się nauczyć. Tak naprawdę nauka będzie trwała jeszcze długo. Każdy lot jest inny i dostarcza nowych
doświadczeń.
|

Przed startem
|

Start
|

Lecę
|
|
Chcącym pójść w moje ślady chcę dać radę, by nie wierzyli, że można nauczyć się
paralotniarstwa
w weekend /patrz tytuł popularnej książki o paralotniarstwie/ ani, że to mało kosztuje.
Owszem, można zrobić kurs w 1 sezon i kupić stary sprzęt, może nawet uda się zdać egzamin. Nic,
jednak nie zastąpi
godzin wylatanych pod okiem dobrego instruktora, a potem obserwacji i
rozmów z bardziej doświadczonymi pilotami. Co do sprzętu, to na nim wisi moje życie
- powinien być
sprawny- najlepiej nowy.
Zdjęcia
umieszczone w tekście można powiększyć klikająć na nie. Strona będzie uzupełniana
|
|
|
Przydatne
pliki do pobrania
Klipy wideo
Zdjęcia
|
Najlepsze strony
Siedlec
|